-Welcome to ***** IT helpdesk, Michael speaking, can I have your last name please?
-Hi Michael, it's Withworth, John. I have an issue with this application... not sure if you can help me with this...
-Oh I'm sorry, we're defenitely not able to help in this case, have a nice day!*
Kolejna notka zrodzona w bólu. Dosłownie. Można by to wręcz przyrównać do takiego małego lokalnego weltschmercu. Z jednej strony cierpienie wywołane upałem bezwzględnie wdzierającym się do mojego pokoju a z drugiej nowymi oprawkami które niezbyt dobrze wpasowują się w słuchawki.
Nie pamiętam już czemu zablokowałem bloga. Ba, jestem nawet przekonany że było tu więcej notek kiedy to czyniłem... Ot psikus, newermańd, strona wraca do łask.
Nie mam też nic konkretnego do przekazania w tej notce co jednak nie powinno być wielkim problemem.
Przez ostatni rok więcej zastanawiałem się co robić niż faktycznie robiłem. Może i wygląda to inaczej biorąc pod uwagę takie okoliczności jak 'pochopność decyzji' czy też 'ale że w ogóle o co chodzi?' ale jednak tak, wszystko było głęboko przemyślane i zamierzony efekt został osiągnięty. Niby fakt że gdybym został we Wro mógłbym być 2 lata wyżej na studiach ale równie dobrze mogłem stać się ofiarą drapieżnych świnek morskich grasujących w okolicach mostu szczytnickiego. Ponieważ świnkom morskim spod mostu mówimy stanowcze 'fuj' postrzegam ostateczny obrót sprawy za bardzo pozytywny, może nawet dobrze rokujący na przyszłość (śmieszne słowo... ciekwe jak brzmi po Czesku ^^).
Miesiąc temu złożyłem wymówienie w pracy. Dziwnie się z tym czuję bo w sumie jestem w sytuacji której pozazdrościłaby mi większość teamu a mimo wszystko wracam na owiane ponurą aurą Studia. Bo w sumie fajną pracę mam i tak jakoś... dziwnie... Gdyby nie fakt że pasowałoby skończyć studia pewnie zostałbym tu na dobre, załapał się na jakąś lepszą posadę, może nawet spotkał jakąś fajną, upośledzoną społecznie Czeszkę ze słabością do ludzi z tą samą przypadłością i prowadził żywot człowieka szczęśliwego a królestwu jego nie byłoby końca.
Z przyczyn oczywistych tak się jednak nie stanie... chyba że mnie nie wezmą z powrotem na studia :D
I taka jakaś niechciana refleksja mnie naszła niczym ochota na skorzystanie z ubikacji o 3 w nocy. Bo w sumie fajna praca, nawet fajni ludzie się trafiają w Pradze ALE...
25 dni urlopu w roku. Niby sporo... ale jak to się ma do 3 miesięcy wakacji? 2 tygodniowy urlop to jakiś taki... śmiech. Można spotkać się z rodziną i garstką znajomych ale żeby tak żyć... zawsze? Blah
No i co z tego że są fajni ludzie skoro i tak ograniczać się muszę tylko do tych anglojęzycznych (z których większość nie jest taka fajna...).
A i chyba będę ścinać włosy. Tak, zdecydowanie. No raczej. Prawdopodobnie. Może. Tak sobie myślałem o tym. Nie wiem...
*odpowiedź oczywiście nieprawdziwa... ale jakże kusząca.
No. Zawsze jest jakieś ALE :) ale po powrocie ze wsiDublin jest go zdecydowanie mniej :)
OdpowiedzUsuń